Archiwum - grudnia 2003

No i skończyły się święta wraz z wyjazdem rodzinki. Opadająy chaos pozostawia do uporządkowania niektóre sprawy. Taa.... Sporo się wydarzyło w tych dniach... i jak zawsze prawie nic...

W święta, tj. pierwszy dzień świąt, miałem sobie spędzić w domku, spokojnie, przed TV. Okazało się inaczej - wraz z bratem poszedłem na bibkę do qmpla, na którą nei bardzoa chciałem wcześniej iść. Potem po imprze poszliśmy na disco - miejsca, do którego chodżę nieczęsto. Praktycznie rzecz biorąc była to moja pierwsza normalna dyskoteka, jednak pozostawiła takie wrażenie, jakie myślałem, że pozostawi. W sumie było głośno, duszno od dymu tytoniowego i prócz tańca i picia browarków nie było nic do roboty. Nędza. Jadnak jak zawsze miałem czas do poobserwowania ludzi. I tutaj wydało mi się, ze się nie pomyliłem... Nedza x2.

Przy świątecznym stole rozwinęła się rozmowa na temat przyszłości brata i mojej. Babcia powiedziała coś w stylu: "Słuchajcie mnie starej...". Ale o dziwo powiedziała niegłupio. Zagaiła o temat wojska, czy brat pójdzie, etc. Powiedziała, że jeżeli brat nie będzie mógł nic sobie znaleźć, żeby szedł na zawodostwo w wojsku. Dodała, że ja też zawsze mogę iść. Z początku pomysł wydał mi się beznadziejny. Potem jednak zacząłem to przemyślać, dochodząc do wniosku, że to wcale nie takie głupie...

Nie chce mi się dalej pisać.

Jak na mój chłopski rozum, liścik do Kochania powinien dojść. Zastanawiam się, jak na niego zareaguje...? Mam nadzieję, że nie popsuje się nic między nami... Choć raczej nie szczędziłem jej tam szczerości... A szczerość niekiedy potrafi wystraszyć. Jednak pozostaje czekać i zapewne życzyć wszystkim wesołych świąt.

Qrde, wreszcie dziś wysłałem mój list. Nawet nie wiem dlaczego tak późno. W sumie powinien dojść na jutro. Tak czy inaczej poszedłem na tą pocztę, do której, tak na marginesie, mam około 400 m, baba dała mi qrde 4 znaczki (!!), żeby normalnie doszło. Zakleiłem nimi pół listu bo qrde ich suma wynosiła te 1,20 zł. Poszło. Ciekawe, jaki będzie odzew...?

Rozmawiałem dziś z jedną osobą na gg. Wiem, neisamowite;)

Nie układało mi się z nią przez jakiś czas, choć chodzimy do jednej klasy, nie odzywaliśmy się do siebie przez około rok. Dziś zaoferowałem jej rodzaj rozmowy na gg, z prostego powodu - zaczynały się kolejne jazdy po sobie, nie moglilśmy o niczym pogadać, a chyba oboje chcieliśmy poznać bardziej siebie.

Powiedziałem jej, że będziemy wymieniać się pytaniami, na które odpwiadamy szczerze. Sypały się ciężkie pytania, wreszcie zapytałem ją co wywarło na niej największe wrażenie w życiu, co sprawiło, że jest taka, jaka jest. Odopwiedziała mi, że pierwszy zawód w uczuciach. Odparowała tym samym pytaniem.

Odpowiedziałem jej, że największą zapewne zmianę w moim życiu wywołało jedne zdarzenie. Powiedziałem jej, że był to brak ojca, powiedziałem, że "gdybym go miał przy sobie, byłbym zgoła innym człowiekiem". Po dłuższej chwili ciszy odpowiedziała, że neiwiedziała, że jej przykro. Odpowiedziałem jej, że mi chyba nie, że nikt, mało kto wie.

Zacząłem mysleć na ten temat. Czy mi przykro...? Chyab nie. To tylko złość, nienawiść do tego człowieka.

Czy byłbym innym człowiekiem...? Zapewne. W końcu to rodzice kształtują dzieci. Ale dobrowolne odejście jednego z nich nie kształtuje, wręcz przeciwnie.

Moniko,
Piszę do CIebie ten list, z bardoz błachego powodu. Mianowicie przy naszym ostatnim spotkaniu, tj w (nazwa nkajpy), nie powiedziałem Ci tego, co od dłuższego czasu ciąży nade mną.
Zbliżają się święta, wiem że jesteś zabiegana, zresztą jak zawsze. Dlatego wybrałem ten sposób, aby powiedzieć Ci wszystko to, co czuje. Ten sposób będzie chyba dla mnie najprostszy.
Ale zacznijmy od początku...
Czyli początku roku szkolnego pierwszej klasy w naszym LO. Kiedy tutaj przyszedłem, wraz z tyloma nowymi lludźmi, czułem się nieco zdezorientowany. Po jakimś czasie poznało się ludzi z klasy, ja miałem przygodę z ludźmi, którzy wydali mi się wartościowi. Poznałem paru chłopaków, no i oczywiście Renatę. Tak czy inaczej to już koniec, jak dobrze wiesz. Jadnak kiedy "byłem z nią", zastanawiałem się, czy to właśnie "to". Doszedłem do wniosku, że nie, zapewne tak, jak i ona. Koniec.
Równolegle do tego wszystkiego co się ze mną działo, co się działo we mnie, była jeszcze jedna osoba. Zawsze tak samo śliczna, zawsze tak samo wesoła... po prostu zagadka. Tak Słonko, chodzi o CIebie. Imponowałaś, imponujesz mi swoją osobą. Ciągle postrzegałem Cię, jako tą wesołą dziewczynę, która "jest", pocieszy, przytuli, bezinteresownie pomoże jeśli trzeba.
Gdzieś w głebi mnei było szczególne, tak jak Ty, uczucie. Sprawiało ono, że nie byłaśkolejną koleżanką zklasy, czy znajomą. Właśnie dzięki temu jaka jestes, właśnie dzieki Twojemu szczególnemu charakterowi, w moich oczach zasługujesz na psecjalne traktowanie.
W pewnym momencie, chyba pod koniec pierwszej klasy złapałem jakiegoś doła. Ogólnie zwątpiłem w dziewczyny, w ludzi. Chyba nigdy w nich nie wierzyłem. Nie spotkałem takiej osoby, która by mi imponowała. Otaczający zewsząd hipokryci, fałszywi ludzie bazujący na zabawie i poczuciu dorosłości. I... Ty - osoba szczególna, wśród tego całego zamieszania, moich pesymistycznych myśli pojawiasz się znowu Ty; taka inna, radosna, szczęśliwa, ta, która jest chyba odporna na to, co się wokół dzieje...
Coraz bardziej zdobywałaś w moich oczach. Zacząłem postrzegać Cię jako niezwykłą osobę, nie jako człowieka do poznania, ale jako skarb, który chciałem, aby został właśnie takim samym - wesołym, otwartym na ludzi, pomocnym, abyś była po prostu sobą Moniczko.
W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jesteś dla mnie jedynym autorytetem, jedyną osobą, w którą mogę wierzyć, i wierzę w CIebie. To moje uczucie podziwu z pierwszej klasy względem Twojej osoby ciągle chyba się rozwijało. Zmieniło się natomiast podczas Święta Zmrłych. Dokładnie wtedy, kiedy spotkaliśmy tego chłopaka na wózku inwalidzkim. Zaimponowałaś mi w tym momencie jak nikt wcześniej. Zaopiekowałaś się nim, jak bratem, choć równie dobrze mogliśmy całą grupą iść dalej. Jednak nie mogliśmy, gdyż byłaś z nami Ty...
Pamiętam, że odprowadziłem CIę tego wieczorku do domu. Noc wydała się tak bardzo szczególna: wszędzie ciemno, nikogo dokoła, tylko droga, my i rozmowa. Na ten czas zniknęły gdzieś wszystkie problemy, zmartwienia. Pojawiłaś się jednak Ty - dziewczyna, która stała się najważniejsza. Kiedy wracałem do domu, byłem już pewien, że to uczuciewewnątrz mnie ewoluowało. Stało się silniejsze, intensywniejsze. Stałaś się osobą, o której myślałem, kiedy zasypiałem i budziłem się. Stałaś się kimś, bez kogo pojedynczy dzień, stawał siędniem straconym... takim, jakby go w ogóle nie było.
Jakiś czas temu sptkaliśmy się. Powiedziałem Ci, że mi się spodobałaś. To fakt. Ale resztę tego, co czuję, zostawiłem na inną okazję, może na tą?Pamiętam, o czym wtedy rozmawialiśmy: powiedziałem Ci, że jakieś większe słowa, wyznania, lepiej czynić na żywo, dlatego przepraszam Cię, że dowiadujesz się o tym wszystkim na papierze. Pamiętam też, że mówiłaś o przyjaźni między nami po tym spotkaniu. Przyjaźń z Tobą, to największe szczęśćie dla mnie, ale dlaczego coś tak wspaniałego jak przyjaźń, staje się nędznym ochłapem, jeżeli staje się nagrodą w wyścigu o miłość...?
Taka jest prawda, zakochałem się w Tobie. Od jednej osoby, której powiedziałem o tym, co naprawdę do CIebie czuję, usłyszałem, żebym dał sobie spokój, gdyż "nie wzbudzasz w nim zaufania". Ten chłopak nie jest już przyjacielem, ale nie próbuj zgadywać kto to jest, bo nie dasz rady. Tak czy inaczej nadal Cię kocham... takie słowo, takie uczucie, a ja go jestem pewien.
Jakiś czas temu była rozmowa na religii na temat przyjaźni. Temat zszedł na na miłość. Na forum klasowym powiedziałem, że jezeli byłaby dziewczyna, którą bym kochał, i byłby jeszcze jakiś facet, który by sięjej podobał, to zostawiłbym ją, jeśli on miałby jej do zaoferowania więcej, niż ja.
Nadal tak myślę. Moniczko, jeżeli jest osoba, która Ci się podoba, która daje Ci szczęście, to proszę powiedz mi to. A jeżeli mogę mieć jaką nadzieję, też mi to powiedz. Wymagam od Ciebie tylko troszkę szczerości.
Jakakolwiek by nei była Twoja decyzja uważam, że jesteś osoba, która zasługuje na szczęście. Czego byś nie zrobiła ZAWSZE możesz liczyć na moją pomoc i wsparcie. To nie są puste słowa Kochanie, jezeli będziesz mieć problem, jezeli będzie Ci kogoś brakować, pamiętaj, że nie jesteś sama, że możesz na mnie liczyć. Zawsze.
Na zakończenie chciałbym Cię serdecznie pozdrowić i życzyć Tobie i Twoim bliskim wesołych, pogodnych i radosnych świąt. Jezeli nei spotkamy się do sylwestra, to mam nadzieję, że nadchodzący nowy rok przyniesie Ci to, czego pragnęłaś w tym, a te problemy, które masz, znikną.
Na zawsze oddany,
****

 

fafarafa | milutka86 | serduszko-karolinki7 | militarnehobby | diabelniespi-zbylekim | Mailing