Archiwum - października 2004

Po cięzkim tygodniu pracy przyszedł czas oczekiwanego wypoczynku. A pracy było całkiem sporo... najbardziej doniosła była chyba olimpiada z histy. Początkowo myślałem, że tylko wejdę tam, facet powie pytania i wyjdę. Nie miałem nadziei na żadne rewelacje... i rzeczywiście.. facet czytał pytania, a ja czarna magia... nic nie wiedziałem. Przed olimpiadą myślałem, że fajne by było pytanie z kultury starożytnych Greków/Rzymian, ale ofkoz nie było tego. Jak nauczyciel dalej czytal pytania, ja zapadałem się coraz bardziej w otchłani niewiedzy. Aż wreszcie wyjechał z tematem: 'Wojna secesyjna: geneza, przebieg, skutki'. No kurwa wasza mać, miałem to niedawno na hiście, całkiem niedawny temat + to, że na kartkówie był... akurat oglądałem jeszcze jakieś programy historyczne na Discovery na temat wojny secesyjnej, coś na temat Lincolna... No więc pojechałem z tematem, 7.5 stron podaniowych... Troszkę mnie to jednak zmęczyło; nie, żeby ilość, po prostu dużo myślenia.

Dziś jednak po raz kolejny spotkanie z Emilką. Wpadła do mnie... czas akurat umówiony. Nie było mamy, pojechała na grzyby... byliśmy sami... kupiłem dwa piwka, snickersa (mówiła, że chciała zjeść snickersa i browarkiem popić...). Posiedzieliśmy trochę, pogadaliśmy... o dziwo z nią mogę rozmawiać o duperelach, z nikim innym nie potrafiłem.

Poza tym chyba już wspominałem, że Emilka miała jakąś nieciekawą sprawę ze swoim chłopakiem. Ogólnie była z nim jakiś czas, potem on sobie namotał w życiu i ma wyrok. Tak czy inaczej przebywa teraz w Niemczech na zasadzie 'przyjadę tego i tego, albo i nie'. Motyw 'kochania' go i bycia dalej razem zjeżdża się już do tego stopnia, że daje możliwość wykorzystania całej sytuacji. Ktoś tu powiedział, że dobrze jest umiejętnie wykorzytywać sytuacje życia dla swoich przyjemności. Prawda... zauważyłem, że nienawidzę niezdecydowania, swojego. Swojego to już naprawdę; aczkolwiek dzisiaj byłem bardziej zdecydowany niż kiedykolwiek wcześniej. I nie dlatego, że wypiłem piwo, czy dlatego, że zdobywa się w życiu jakieś doświadczenie. Teraz widzę, jak wiele zależy od drugiego człowieka.

Otóż takiej dziewczyny jak Emilka nie miałem jeszcze nigdy. Osoba jest bardzo energiczna, widać w niej namacalnie ten szesnastoletni, charakterystyczny zapał. Poza tym nie ukrywa tego, że mnie lubi, nie boi się tego okazywać... tym większy plus. Widać, że ma doświadczenie z chłopakami; może po prostu wie jak się zachować. Tak czy inaczej nie jest osobą, na której niby to trzeba wymuszać swoje działania, jak np. pocałunek, choć przyznam się, że z tym tutaj jest nieco inaczej.

Kiedy rozmawiałem z nią wcześniej, dziewczyna powiedziała, że uważa pocałunek, jako akt zdrady wymierzony przeciw chłopakowi z Niemiec. Fakt, że całowała się od tego momentu jakieś 7 razy (fajnie, że mi to powiedziała;)) nie stanowił problemu. Za bardzo nie obchodziło mnie to co robiła wcześniej. Nie wiem dlaczego, ale nie przejąłem się nawet tym, kiedy powiedziała, że oddała swojemu chłopakowi wszystko, co miała, 'nawet siebie'.

Wracając jednak do sprawy pocałunku... akt zdrady... dzisiaj... kolejny. I rzeczywiście ja musiałem do niego doprowadzić... aczkolwiek sprowokowany totalnie, jakby tego chciała. I nie jest to usprawiedliwienie mnie, czy jej. Po prostu stało się, gdyby się nie stało, zapewne ten... 'związek' uległby zwyczajnej, czasowej degradacji, jak psująca się żywność po terminie ważności. A że osoba wydaje mi się interesująca, postanowiłem popchnąć to dalej.

Kurwa wasza mać, nie spotkałem jeszcze osoby, która by tak dobrze całowała... zna się dziewczyna na rzeczy, nie powiem. Poza tym potrafi dotknąć chłopaka (mnie?) tak, że jest po prostu miło. I nie jest zbytecznie przy tym skrępowana. Podoba mi się w niej ta otwartość. Ogólnie jest bardzo 'liberalna' jeśli chodzi o kontakty damsko męskie, z tym zastrzeżeniem, że nie jest osobą, o któej można by źle powiedzieć, wlaśnie w tym kobiecym aspekcie.

Jeszcze jeden motyw - to, że kiedy się dziś całowaliśmy, moje rączki zaczęły błądzić gdzieś koło zapinki jej stanika i bez problemu mogłem użyć tego zmyślnego urządzenia do wyswobocenia jej kibici:) Nie prostestowała, powiedziała coś w stylu, że 'zaraz mnie tu rozbierzesz'... no i miała rację, rozebrałbym ją. Fakt, że ja już byłem bez koszulki i tak samo szybko ona mogła znaleźć się bez swojego sweterka był tym bardziej przyjemny. Miałem z niej już go ściągać, keidy siedziała na mnie okrakiem, ale coś mnie powstrzymało. Zapewne gdybym to zrobił nie zatrzymałoby się na swetrze. Robiło się coraz bardziej późno. Może to właśnie ta niecodzienna na te sprawy pora mnie nieco wyhamowała?

I dobrze się stało, bo po kilkunastu(dziesięciu?) minutach dwa dzwonki do drzwi... mama wróciła z grzybów. Trochę dziwnie by wyglądało, jakbyśmy byli nadzy... a w ten sposób mama tylko spytała czemu mam taką podrapaną klatę... rzeczywiście, bejbe się nieco zagalopowało w 'pieszczotach', bo cały byłem pokryty czerwonymi krechami wzdłuż klatki po jej paznokciach... ot tak, wypadek przy pracy. Jak zawsze wybrnąłem z tego pytania wymijająco. Nie ma co uświadamiać mamy w takich kwestiach:) Jeszcze by mi siętu rozchorowała na nerwy, czy jakoś tak, że jej dziecko dojrzewa za szybko;) A tego przecież nie chcemy...

I w ten sposób dochodzimy do sedna sprawy. Choć ten związek może wydawać się dziwny, czy bez szans, nie ma czemu od razu spisywać go na straty. Skoro jest teraz przyjemnie i nadal się cała sprawa rozwija, nie będę przeszkadzać. Może nawet popchnę to nieco do przodu sam. W końcu taka sztuka nie pojawia się często...

Pozdrowienia dla Was (chyba dobry humor mam;))

- raz mi się udało zasnąć... normalnie, w normalny, stary sposób, raz w nocy dobrze spałem...

- w dzień jestem zmęczony... dwie kawy nie stanowią przeszkody, żeby przespać się, albo spróbować odpocząć raczej, w ciągu dnia.

- i sen rzeczywiście spada na mnie... spadł, dziś. Po raz pierwszy od długiego już czasu... nawet mi się coś śniło... może nie nawet, ale niestety.

- Monika. Znowu Monika... kiedy kurwa ma być dobrze, jest źle... kiedy do czegoś zaczyna dochodzić między mną a Emilką, znowu coś... siedziałem gdzieś... chyba w szkole... śniło mi się, że było jakoś tak jasno... jakby nie ta jebana, wiosenna szaruga, jakby nie było ołowianych chmur, któe mają zaraz zgnieść, spadając z nieba, jakby nie było wiatru chłoszczącego po twarzy, jakby nie było kałuż moczących całe stopy, jakby nie było rozbabranych na ulicach żółto-pomarańczowych liści, zmieszanych z brudną deszczówką... to było chyba lato... siedziałem na korytarzu w szkole. Jakiś smutny, zawieszony... wokoło jacyś ludzie... nie interesujący się niczym i nikim... i wreszcie zauważam białe spodnie... te same... i te same buty... niebieska koszula w kratkę... I niewiadomo dlaczego uśmiech na jej twarzy... miły, serdeczny i pełny chęci pomocy... światło dokoła głowy, rozbite o blond włosy prawie jak aureola.... jakby jakiś majak, jak coś ulotnego, chwilowego.. przyszło i znikło... zostawiło tylko jakiś dziwny posmak goryczy w ustach; może kontuzja okolic klatki piersiowej się delikatnie odnowiła, podczas pisania tej notki... coś zabolało parę razy w środku... promieniujac bólem w górę, gdzieś w okolice gardła, prawie wyciskając łzy...

- ona... znaczy Monika... ciągle smutna... aż dziś się delikatnie tego przestraszyłem... wspomniałem tamtą dziewczynę.. porównałem do tej... jakbym widział siebie... siebie przed tym wszyskim, wiebie sprzed dwóch lat... i potem, tego, kiedy już jej powiedziałem wszystko...

- świat idzie do przodu i mało co z przeszłości ma teraz w nim swoje znaczenie... mało które ideały znajdują się na tych samch półkach... niektóre są ściągane przez nas, niektóre przez okolicznośc... jeszcze inne zaszły już kurzem w takim stopniu, że pomijamy je w ostatecznym rozrachunku, jakby nie zauważamy... a może nie powinniśmy zwracać na nie uwagi...? Bo po co? Doroślejemy, wchodzimy w inne życie, rządzące się swoimi własnymi prawami, do których chyba trzeba się tylko przystosować, których nie ma sensu zmieniać. Skostniały dekalog wydający się nie do przezwyciężenia...

- z jednej strony jest Emilka... ciepło, miło... z drugiej strony jedno słowo i spróbowałbym się wypalić po raz ostatni, po raz ostatni zdobyć tą najwyższą z gór, po raz ostatni zawalczyć, nawet do końca. Boję się, że kiedyś będę żałować tego, że nie spróbowałem... kiedyś się bałem, że nie spróbuję... spróbowałem i zakończyło się to... no, tak, jak się skończyło. A teraz wypaczony przez Monikę, gotowy na każde jej 'ała!', chyba nie potrafię sobie złożyć tego wszystkiego do kupy... Marta...? To nie miłość... to może zauroczenie, może jakieś dziwne uczucie, nie umywające się do tamtego... Emilka..? Wiem, że nic do niej nie czuję, jest po prostu miło razem; raczej fizyczność; nie mówię, że coś z tego nie może wyjść... to zwyczajne porównanie... zastanawiam się, dlaczego to wszystko wyszło tak, jak wyszło... raczej dlaczego nie wyszło...

- zmęczony jestem strasznie; <i>psyche</i> boli już któryś dzień z rzędu. Nie wysypiam się... za długo to trwa; lubię się wyspać.

- i ten sen dziwny... mnóstwo snów; jeden za drugim; kolejny i jeszcze jeden... nie związanych ze sobą... pieniądze... jacyś ludzie... Monika..? I pocałunek. Wiedziałem, że to sen. Aczkolwiek chciałem tego bardzo. I nawet ją pocałowałem. Hyh... sen... wtedy, kiedy coraz bardziej udaje mi się znowu załągodzić tą sprawę z nią...

- młodość oferuje mi swoje prawa a ja nie wiem, czy powinienem z nich korzystać... i nie wiem, czy mieszanie się do czyjegoś związku to dobra rzecz. Jestem katem, tylko że niezdecyowanym...

- Monika smutna, do oporu, nic nie powiedziała. I ja smutny, kiedy ona jest smutna. Teraz. Wcześniej było inaczej. Podwójny smutek dwojga ludzi.

- Dopchaliśmy się na >Troję<. Fuksem, a jednak. Niezły film, poza tym, że siedzielismy na ziemi bo nie było miejsca, a osobiście widziałem jakieś 25% ekranu... niezły.

- Koleżanka otwarcie zaproponowała mi sex. Wiedziałem, że się jej podobam. Ale nie, żeby do takiego momentu, że dziewczyna pyta mnie gdzie i kiedy... wyminąłem to delikatnie nie zamykając sobie jednak do tego drogi. Staję przed delikatnym dylematem... wyznawane wartości, czy młodość?

- Rozmowa z Martą na gg sprawia mi coraz więcej problemów. Nie możemy się dogadać. Te jej studia wszystko wywaliły, jak to sama mówi >nowa szkoła, nowe otoczenie<. A co mam do jej cholernego otoczenia? Należy mi się chyba jakaś doza uwagi... w końcu coś nas łączy.

- SMS od Natalki. Sprawa dość niespodziewana biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio nawet nie mogliśmy normalnie porozmawiać. Z drugiej strony też wcześniej chciałem jej coś napisać. Nie zeszło się, uprzedziła mnie.

- Ogólnie jestem sfrustrowany, rozdrażniony, zdenerwowany, wyprowadzony z równowagi... między tymi uczuciami gdzieś jest ukrywana miłość, tęsknota, nadzieja, wypaczona radość... Ying-Yang

Mam ochotę zmierzyć się ze wszytkim, z wami, kurwa, wszystkim z tym co mi niewiadome, z losem, bogiem, z tym, co naprzeciw. Mam ochotę wytoczyć ostatnią bitwę przeznaczeniu, chcę coś wreszcie robić. Lepiej grzeszyć i załować, niż żałować, że sie nie grzeszyło. Niedawno zmarł znajomy... osoba, którą znałem długo... ciekawe dlaczego? Miłość.. po nas zostają osądy tych, którzy nas znali.. śmieszne, banalne... myślą, że są świadomi, a nie wiedzą, co nas rozdziera od środka. Są raczej żałośni, niż pomocni, ich rady są jak... jak nalana woda do gigantycznego sitka... wreszcie przemijają... wszystko przemija, a życie kręci się wokół miłości. Tylko ona się liczy.. i tylko do niej trzeba dążyć.. świeca płonie najmocniej przy jej końcu - wybucha wielkim płomieniem, mtóry nigdy wcześniej się nie pijawił, który mógłby zapalić jeszcze niejedną taką... walczcie ludzie o to, co kochacie...

aparatka2 | robert-rob | naukajazdywroclaw6 | tesknie | best-and-friends | Mailing