Archiwum - grudnia 2004

Każdy coś podsumowuje...
A ja chyba nawet nie mam co...
bo nic takiego brzemiennego się nie zdarzyło...
może nieco zmądrzałem...
nie tylko w sprawach uczuć
ale też tego, co -potem-
zresztą bez sensu to...
i tak juro nie będzie tej notki...
jak i całego roku...


Wyedytowane
i wkurwia mnie,
kiedy słyszę,
że podoba się jej kilka lat starszy koleś...
jakbym się totalnie pomylił...

Czas się od tego uwolnić...
od Niej, zwyczajnie...
tak na nowy rok...
Zapiłem dziś z Bitem, SzuQem i kilkoma innymi ziomami, z którymi chyba tak na prawdę nie jestem....
wypiłem z nim chyba rochę alko..
Jezu.. jak ja Ją kocham...
nie z zauroczenia...
nie z wyglądu...
najprawdziwiej Ją Kocham... za całokształt...
Szkoda, żetego nie rozumie...
I nie zrozumie...
Tylko kolega...
Drugi dzień świąt...
Mamusia-Irusia -delikatnie- w stanie wskazującym na spożycie alkoholu...
Należało jej się w wydźwięku swiąt...
Wigilia jak zawsze abstynencka, pierwszy dzień świąt także o lapce wina...
drugi dzień świąt należał wieczorem do starszych... dyskoteka w domu;)
Za to skończyła się dość wcześnie...
A że zostało ponad pół litra czystej, poszliśmy z bratem -sprzątać-
No i się nasprzątali... najpierw wyczyścili czystą (co by zagrożenia nie sprawiała)
Potem zajęliśmy się naczyniami...

Właśnie leci Krzyś Krawczyk & Bartosiewicz -Trudno tak-...
Usłyszałem to w Zetce...
Kawałek o tyle fajny, że może tyczyć się prawie każdej pary..
Przywołuje mi na myśl Monikę...
Szkoda, że to zapewne działa tylko w jedną stronę...

Tak zasanawiałem się, kiedy odpalał sie komputer...
Na jaki huj brudzą się uczy? Ok, wyznaję zasadę (nie wiem czy -opatentowaną-), że wszystko w naturze ma swoją funkcję...
Więc na huj uszy się brudzą?
Żeby lepiej obdijać dźwięki!
Powierzchnia, jaką wytwarza łój/tłuszcz wydzielany na uchu lepiej odbija fale akustyczne...
- dzięki temu lepej słyszymy...
Ofkoz takie moje zdanie...

Abstrachując od tego wszystkiego, tego biologicznego pojmowania... Nienawidzę mieć racji...
Jedna osoba, jakiś czas temu powiedziała, że -zawsze mam rację-
delikatna w tym przesada, bo z merytorycznego punktu widzenia nie da się tego osiągnąć...
Ale nieczęsto się mylę...
Mowa o Emilce...
To jednak była mała, rozpalona suczka...
Zwyczajna samiczka bez samca...
Jej chłopak przyjechał do -domu-
I choć dwa dni wcześniej mówiła, że z nim zerwie,
teraz mówi, że robi to, co jej podpowiada serce...
Boże... (że pozwolę sobie na taki zawód do -sił wyzszych-)...
Aż mnie torsja po Alter Frise bierze...
dlaczego wiedziałem, ze taki będzie scenariusz, kiedy ten, pożal się boże, kryminalista, tu przyjedzie...?
Było dla mnie bardziej niż pewne, że ta jego fizycznośc, która trwała dłużej, wystarczy jej...
Najbardziej mnie chyba jednak denerwuje to, że ta dziewoja mówi jedno, że go zostawi, żeby kilkanaście godzin, przeplecionych snem, powiedzieć, że z nim będzie, że go kocha, że...
Żal mi jej.. żal mi siebie... niepotrzebnie zdradziłem to, w co wierzyłem...
-Kocham- wyświechtało się w moim mniemaniu...
Tylko raz to powiedziałem, kiedy to naprawdę czułem i chciałem powiedzieć
Kiedy wiedziałem, ze jeśli tego nie powiem będzie gorzej, jeśli bym to powiedział i odniosłoby to najgorsze skutki...
Tak, powiedziałem to Monice...
Zastanawiam się, czy zrobiłem to dobrze...
Ex mojego qmpla powiedziała mi, że jej chłopak powiedział jej -kocham-
pomimo tego, że byli ze sobą jakiś czas, ona się tego przestraszyła...
Zaczynam rozumieć co musiała czuć Monika, kiedy jej to powiedziałem...
być może nie powinienem...
Jednak po rozmowie z Martą zauważyłem, ze jestem totalnie sam...
wydaje mi się, że ona traktuje mnie jako zabezpiecznie
pewnik, który przyjedzie za rok-
będzie z nią, jeśli nie wybierze sobie jednego z przystojnych kolegów z prywatnych studiów...
-wtedy to będzie znaczyło, że mogę za Ciebie wyjść...-
słabo mi...
i dlaczego, jeśli o tym myślę...
przychodzi mi na myśl jedna osoba...?
I choć teraz widzę jej wady, jej niedoskonałości...
to zaczyna tylko potęgować moje uczucie...?
Wcześniej to było chyba idylliczne uczucie, utopijne zauroczenie...
Dziś nawet keidy siostra przeglądała moją fotkę klasową
powiedziała, że mogę iść na studniówkę z -tą rozczochraną-:*...
(powiedziałem jej, że idę sam)
Z nią, jako jedyną widzę swoje życie...
i nie wstydzę się tego
ani tego uczucia...

Tak na marginesie...
powiedziałem jej o istnieniu tego bloga...
podałem jej adres...
zapewne go teraz czyta...

umieściłem tu Jej zdjęcie...
nawet nie wiem czemu...

ponownie niebezpiecznie się wypaczam
w Jej kierunku...

tak...
daj jej serce..
powiedz, że ją kochasz...
serce weźmie... zaciśnie w dłoni,
co...? myślałeś, że jest delikatna i subtelna?
a teraz czujesz, jakby Ci się imadło na jajach zaciskało?
rzuci je na ziemię
rozdepcze...

słowo okazuje się wyświechtanym zapewnieniem...
zapewnieniem dla niej, że ma Cię w ręku...
i że jesteś jej...
a potem Ci modliszkowo upierdoli łeb...
bo jesteś łowną zwierzyną...
zwierzyną, która jest upolowana, kiedy powie kocham
-Miłość to gra,
w której pierwsza przegrywa ta osoba,
która powie słowo kocham-

Mam nadzieję, że się przeliczy...
może jestem tylko zły...
ale nie postępuje się tak z uczuciami...
po prostu nie można...

eda | halenamiotowe | pieluchy | polkowicz | kolektorysloneczne | Mailing