Archiwum - lutego 2005

Długi nieco był ten weekend...
Zaczął się już we czwartek... Ptyśka miała rekolekcje, więc przyjechała do domu wcześniej.
Ostry LOL był, jak poszedłem z Nią do kościoła:) Wpadliśmy do świątyni koło 18tej. Była msza jakoś na tą godzinę, nie wiem czy w całej Polszcze tak jest, przynajmniej u mnie tak jest:) W sumie było nudno... ale zmieniła się mozaika w szybach, nawet ładnie teraz wygląda. Poza tym cholernie zmarzłem. Ludzi dość mało, zajęliśmy jednak na samym końcu miejsca stojące. Na początku był koniec jednej mszy, poczekaliśmy moment i była kolejna. Najpierw czytał coś jakiś chłopaczek, ale tak niewyraźnie, że ja nawet nie mam pojęcia o co mu chodziło. Potem chłop w fioletowej kiecce, czytał o winnicy przypowieść. A ogólnie to nie wiedziałem w ogóle co się robi i kiedy: oni klękali, ja też, oni się żegnali, ja też, oni robili 3x znak krzyża, ja się żegnałem:) Normalnie beczka w tym kościole:) Nawet fajnie było odwiedzić tą zimną pieczarę.
Czas mijał niesamowicie szybko, jak zresztą zawsze.. miło i błogo, sielsko, anielsko... aż do niedzieli... a w niedzielę... nie, nie pożegnanie, niedziela była dla nas. Ptysiek miał iść na badanie krwi, troszkę zdrówko Jej szwankuje, ale jak na mnie: wszystko będzie ok. A więc niedziela była dla nas... początkowo spacer, na który znowu poprzez perswazję zostałem brutalnie wyciągnięty. Myślałem, że nie jest tak zimno na dworze... było:) Zmarzłem troszq, ale co...? Ja powiem, że zimno? Powiem, że nie ma sprawy, możemy jeszcze raz się przejść... jak zawsze.
Za to potem gorąca herbatka na moich włościach, jakiś program w TV... jak zawsze program... Jakby kogokolwiek obchodziło to, co właśnie leci. Początkowo nieco sztywno [Ptyś się chyba nieco mamy przestraszył mamy... a może tylko ja Ją nieco nastraszyłem mamą?:)], ale po niedługim czasie atmosfera nieco się rozprężyła.
A kiedy to nastąpiło, było bardzo przyjemnie. Bardzo bardzo. Aczkolwiek usłyszałem jedno słowo, które mnie bardzo zasmuciło... w pewnym momencie, kiedy się tak do Niej mocniej przytuliłem, niewiele mi brakowało, żeby uronić łezkę... a wszystko o to, że niby powiedziałem Jej przedwczoraj, że się z Nią męczę... zabolało mnie to, nie powiem. Po krótkiej rozmowie i wyjaśnieniach wszystko zostało wyprostowane.
I niedługo potem po raz kolejny powiedziałem dziewczynie, na pewno odpowiedniej, bardzo ważne słowo... i taką samą ripostę usłyszałem z Jej ust. Z dodatkiem Już się nie boję tych słów.

Nooormalnie nie poszedłem sobie dziś do szkoły=D
A to dlatego, że miał być sprawdzian z matmy... a jako osoba niezdająca matmy na maturze - nie poszedłem sobie:) Do tego chciałem przeczytać ksiażkę (lekturę, a no bo z polaka niestety będę zdawać;)), i skończyć wreszcie prezentację multimedialną na tenże przedmiot (też na maturę).
Książkizostało mi jakieś 15-20 srron. Błahostka. Do tego dojdzie jeszcze nauka na poprawięsprawdzianu z gegry, ale co to dla mnie, skoro opisówka?:)
Najwięcej nerwów mi dziś zżarła ta prezentacja... sprawa o tyle denerwująca, że żeby odpalić sam program do robienia filmików, ktory miałem pod ręką, musiałem ciągle zmieniać rozdzielczość ekranu. Na tej mojej 15tce można pierdolca dostać przy dużej rozdziwlczości - nic nie można przeczytać. Poza tym monitor nie jest taki nowy - tym gorsza jakość.
Ale co poradzisz? Jak mus, to mus. Zacząłem to robić... nauczony na błedach - najpierw zająłem się dźwiękiem. Nie dzieliłem kolejnych fragmentów podkładu na mniejsze, tylko zrobiłem z tego niemalże jeden, spójny plik muzyczny. Pod niego podłożyłem w odpowiedniej kolejności zdjęcia, przesuwające się w danej kolejności i przy dobranej prędkości... nawet nieźle wyszło... Tylko, że za każdym razem, jak chciałem kończyć pracę, albo sprawdzić wyniki, to kurestwo się zawieszało!
I od nowa - układaj dźwięk, do tego obraz, żeby się zgadzał.. normalnie paranoja... Ale wreszcie się udało, skończyłem, jestem z siebie dumny=D
Gdyby plik wyjściowy nie był tak ciężki (koło 11MB), zamieściłbym to gdzieś w necie i Wam udostępnił... Poza tym 4KB/sec łącze podpowiada mi, że to nie byłby dla niego za łatwy sprawdzian. Cóż, złośliwość przedmiotów martwych... kiedyś może to zrzucę na jakiś serwer, to obadacie:)
Tymczasem uciekam, zostało nieco nauki jeszcze.
Pozdrawiam.
P.S. Notka pisana wczoraj, niestety nie dodała się z powodów technicznych.

 

Tak to właśnie jest, kiedy czegoś od nas chcą...
Poniedziałek... nie taki zły, jak zawsze. Może dlatego, że planuję jutro zrobić sobie dzień wolny od szkoły, może z innego, bardziej sobotniego powodu... nie wiem. Ale nie był aż taki zły.
W szkole jak to zawsze... nudno. Rozmowa z kumplami - nic odkrywczego. Potem przed biolą, rozmowa z Moniką. O wszystkim i o niczym. O dziwo jakoś lepiej się rozmawiało, niż zwykle. Byłem prawie że zdziwiony. Ale jednak nie było powodu...
W dalszej części szkolenego dnia dowiedziałem się, że Monika ma do mnie swoisty romans - chciała, żebym zrobił jej bratu stronę internetową... sama za bardzo nie wiedziała o czym, ale podobno potrafię coś tam stworzyć, więc czy mógłbym. Mógłbym.
Na tym nie koniec... Czy mógłbyś mi, przy odrobinie wolnej chwili pomóc przy komputerze, bo coś się z nim złego chyba dzieje...?. Móglbym. Ale najwyżej do środy, bo potem przyjeżdża moje Kochanie, wiesz o co chodzi?:P To ofkoz zostawiłem dla siebie...
Przez cały dzień chodziła za mną. Na jakiejś śmiesznej prezentacji ludzi z uniwerku była przy mnie, delikatnie zaczepiając. Na bioli powiedziała (raczej zaprosiła), żebym z nią usiadł. I trzeba przyznać, żeprzez całe cholerne 3 lata LO nie miałem u niej takich względów jak teraz... jednak jeśli czegoś chce, potrafi to zdobyć. Dziewczyny...
A co ze mną...? Moim uczuciem? Wszystko w porządeczku. Już sobie ustawiam resztę tygodnia, żeby jak najwięcej czasu przeznaczyć na Ptyśka. Na szczęście teraz mam chociaż jej fotkę, z której spogląda na mnie w tym swoim niebieskim ręczniczku.
Kiedy dziś wstałem po coś, chyba sięgnąć jakąś książkę, w pewnym momencie w moje nozdrza uderzył znajomy zapach.. aż odwróciłem się... spojrzałem na miśka, którego dostałem od Niej. Tak.. te perfumy to jednak był świetny pomysł... Prawie jakby tu była... prawie.
Hm.. no dobra... delikatnie mnie to zaskoczyło... miło-zaskoczyło... ale od początku...
Piątek jak zawsze - wyczekiwanie na wieczór. Już nawet pierwiastek chaosu sprawił, że mama wyszła, obwieszczając Dobrą Nowinę w postaci wolnej chatki. eSeMeS do Ptysia, że wolny domek, żeby wpadała...
Zaczęło się od tego, że nie... Ptysiek podał jakieś argumenty, przeciwko którym nie chciałem występować. Więc nie zrobiłem tego...
Poszedłem na zwyczajny kompromis (a co tam, niech stracę!:P). Po niedługim czasie trafiłem do Niej.
Zwyczajne siedzenie. Zwyczajny film. Ze starymi w drugim pokoju. Zwyczajne... do momentu, aż ona zaczęła mnie całować. Nie, nie normalnie... ale działania operacyjne tej części pozostawimy za delikatną mgiełką prywatności. Koniec końców moje rączki powędrowały gdzieś pod Jej bluzeczkę i stanik... niedopsh, niedopsh... starzy mogą wpaść. TO chyba było jeszcze fajniejsze:) Po chwili do rączek dołączył języczek... yh... te kobiece dźwięki w stylu odlatuję... o kurcze, rodzice w drugim pokoju!. Skończyło się... tym, że nic się złego nie stało...:) Na szczęście.
Za to sobota przyniosła dość ciekawe zwroty akcji... Początek prosty - od kąpieli. Ptysiek miał wpaść koło jedenastej. Jak zawsze - punktualnie, no prawie, ale uprzedziła MeseM, że się spóźni kilka minutek. I była.
Początek to zrób mi herbatkę. Zonk. To był rewanżyk za mój prezencik wanentynkowy. Przyniosła mi misiaka pachnącego Jej perfumami, tłumacząc to artykułem traktującym o tym, że kobiety, które zostawiały sobie np. szafę pełną ubrań swojego faceta nei miały ochoty na zdradę... poszła podobno tym samym tropem:) Do tego dołączyła swoją fotkę, o którą Ją prosiłem jakiś czas... ot taki Ptyś w drzwiach w samym ręczniczku... palce lizać. Do tego poprosiła dwa małe talerzyki, bo kupiła nam po... ptysiu:) Miło.
Reszta należałaby do sfery wytwarzającej się między ludźmi, którzy coś do siebie czują i w pewnym momencie poznają swoje ciała... Więcej powiedzieć nie wypada... zachowajmy tedy nieco pruderii:)
Jednak było bardzo miło...
Pozdrawiam.
Wiecie, Drogie Panie, jaki jest plus, kiedy facet nie sprząta swojego pokoju...?
Ano taki, że na naszych ubraniach po tych kilku(nastu) dniach nadal pozostaje Wasz obłędny zapach...

aparatka2 | robert-rob | naukajazdywroclaw6 | tesknie | best-and-friends | Mailing