Archiwum - listopada 2007

Ostatnio dostałem bardzo dziwnego SMSa. Musiałem go przetrawić; nie treść. Znaczenie. Dla mnie. Dla innych. Zdystansować się.

Dostałem w środowy poranek zaproszenie. Od Moniki, na pogrzeb jej mamy. Jakiej Moniki? Bywalcy wiedzą, nowych zapraszam do wcześniejszych notek. 

Zaproszenie było wysłane raczej 'do wszystkich z książki telefonicznej'. Neutralne, informujące.

Podjąłem decyzję, żeby w równie neutralny i informujący sposób powiadomić ją, że na pogrzebie się nie znajdę; przy okazji złożyłem formalne, choć szczere i bezpłciowe kondolencje. Tyle potrafiłem jeszcze z siebie wykrzesać.

Ogólnie sytuacja mnie zaskoczyła. Ze swojej strony spodziewałbym się czegoś więcej. Choć z mojej strony było sporo rzeczy bardzo przesadzonych, które zresztą się na mnie potem jakoś odbiły. Nie mogę chyba więc od niej wymagać czegoś więcej, skoro to była tylko ukrywana gdzieś w zakamarkach znajomość, prawda?

Takie rzeczy jednak przychodzą nagle. Chodzi mi w ogóle o te związane z tragediami, ze śmiercią.

Uderzyło mnie to, że mogła to być mama. Twoja, jej, moja. Każda.

W takich momentach budzi się w człowieku zawłaszczanie; myśli, że to jednak dobrze, że to nie moja mama. Albo spoczywa na płytkim żalu, pustych łzach wylewanych na pokaz. Zastanawiam się jak wyglądała ceremonia.

Wypadałoby napisać coś mądrego... ok: 'Spieszcie się kochać ludzi... 

Niekiedy dzieje się jakoś tak dziwnie, że człowiek się stara. Żeby coś wyszło, żeby było lepiej. Zdarza się też tak, że się nie stara, bo literalnie kładzie na coś laskę, jak to się pięknie mówi - robi na odpierdol...

Ale denerwujące jest wkładanie w coś wysiłku i otrzymywanie miernych rezultatów. Jasne, możesz sobie wypruwć żyły, próbować być perfekcjonistą, starać się to zrobić najlepiej jak potrafisz. Nie udaje się; life. Gorzej, jeśli to dzieje się przez tydzień. Tzn. inaczej, to nie dzieje się przez tydzień; to dzieje się w poniedziałek - wstajesz w dobrym humorze, z dobrym nastawieniem. Wyjdzie, bo czemu miałoby nie? Kilka godzin potem okazuje się inaczej. Wtorek... podobnie... I tak przez cały tydzień. TO daje do myślenia. 

Najważniejsze jednak w takich wypadkach jest odpowiednie myślenie. Był taki tydzień? Był. I nic więcej. Teraz jest nowy. Może być inaczej.  

Jeśli jest coś takiego jak zawodowa niemoc, to wczoraj jej właśnie doświadczyłem.

Obudziłem się rano, w jeszcze podlejszym humorze niż dnia poprzedniego.

Pomyślałem o dzisiejszej (vel. wczorajszej) pracy; i wystarczyło. Wbił mi się do głowy pomysł, żeby to olać, wziąć wolne. Coś jak 'pierdolę, nie robię'... btw, gdzie ten szablon...?

Jak pomyślałem, tak też zrobiłem. Popierdoliłem. Zrobiłem poranną kawkę, która trochę bardziej otworzyła mi oczy. Odpaliłem kompa; wp.pl, gazeta.pl, kopalniawiedzy.pl... czyli to co zawsze. W międzyczasie wyciszyłem maksymalnie telefon. Out of reach.

Dzisiaj natomiat, jak jakiś przychlast mnie nie podkurwi to będzie ok.

Miłego dnia. 

eda | halenamiotowe | pieluchy | polkowicz | kolektorysloneczne | Mailing