Archiwum - lipca 2007

No, zmiany zmianami, ale bajzel tu się zrobił niezły... Choć z drugiej strony może trzeba się do tego przyzwyczaić? Do tego, ze jesteśmy częścią Pino.pl też...

Trochę nie pisałem, bo nie. Bo blogi się jebały strasznie, a kilkudniowe kopiowanie baz danych zajęło niezłe dwa tygodnie. Ok, to tylko wymówka. Nie chciało mi się. Ot tak.

Wypadałoby więc napisać co u mnie, co u nas? Mógłbym powiedzieć, że ok. Jestem biedny, więc szczęśliwy. Choć nie wiem czy to dobrze. Taki jest fakt.

Praca jak to praca, jest. Choć w niektórych jej sferach nieco się zawiodłem. Była mała rotacja stołkami, jeszcze nieoficjalna. I nie chodzi o to, że nie dostałem szefoskiego glejtu, bo tego bym za cholerę nie chciał (nie pytajcie czemu); jednak było możliwe inne stanowisko, które z bliżej niewyjaśnionych przyczyn nie zostało mi przyznane (nikomu nie zostało). Jeśli więc jest tak jak jest, i nie wiadomo o co chodzi, chodzi ofkoz o kasę. Domyślam się też czyją kasę. Ta całą sytuacja pozwoliła mi też spojrzeć na to z nieco większą dozą sceptycyzmu i realizmu. Człowiek do pewnego momentu wierzy w to, w co chce, bo to mu pomaga w pewien sposób pracować. Ale kiedy mydlana bańka pęka, można wszystko zobaczyć takim, jakie jest. Między miłymi słowami i uśmiechami, można wyczytać coś jeszcze. Prawdę. Może nie strasznie bezczelną i ordynarną, ale taką, którą człowiek od początku przewiduje.

Co u nas? Właściwie trudno powiedzieć, bo miesiąc się nie widzieliśmy. No, prawie miesiąc. Ale zapewne oboje mogliśmy spojrzeć na nas z dystansu, ten czas  w zupełności wystarczył.

No i od dziś pojawia się kolejna rzecz, z którą należy sobie poradzić. Była 'u mnie' dziś kobieta, od której wynajmujemy mieszkanie. Powiedziała mi, że jej syn wraca z jUeSej i potrzebuje mieszkania, które  teraz zajmujemy. Co ciekawe, to nie było nic w stylu 'wypierdalać bo tak chcę', ale coś w stylu 'przepraszam, że taksię stało, ale chciałabym...'. Pełen wypas, 'ą' i 'ę'. I ja kobietę rozumiem, nawet nie mam jej tego za złe. Właściwie gdzieś tam to przeczuwałem. I chyba oboje, Kochanie i ja, wiedzieliśmy, że to kiedyś może nastąpić. Dobrze, że kobieta powiedziała to w miarę wcześnie. Jest czas na znalezienie czegoś zastępczego. Co miłe - powiedziała, że pomoże czegoś poszukać. Akurat mieszka w niezłej okolicy, blisko naszych szkół i mojej pracy. Mówiła, że sporo tam tego typu ogłoszeń. I dobrze, niech się poczuje do odpowiedzialności;)

I na koniec - teraz - zaraz przyjeżdża Kochanie z rodzicami i bratem. Jakieś urozmaicenie. Fajnie. 

eda | halenamiotowe | pieluchy | polkowicz | kolektorysloneczne | Mailing