Ostatnie Wpisy

"Why do we fell? So we can learn to pick ourselves up..."

To był bardzo intensywny rok, obfitujący w przeciwności. 

Ale życie nigdy nie czeka na to, aż będziemy gotowi na nadchodzące wydarzenia, po prostu rzuca nam nimi w twarz, a my musimy sobie z tym jakoś radzić. 

Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą. 

O, a jednak jeszcze działa...;]

Może by tu coś za niedługo...?

Notka po pewnym okresie absencji...

Jak zresztą zwykle. Ale chyba przestało podobać mi się pisanie o wszystkim na forum. Nawet nie chodzi o formę, o to, że można to przeczytać. Ale od jakiegoś czasu chodzi za mną myśl, że ile razy wyrzucałem swoje myśli w tą cyfrową próżnię, nie mogłem potem ich znaleźć. Były jak wadliwy bumerang, który nie wracał. Nachodzi mnie ochota, żeby nacisnąć przycisk 'skasuj'... z drugiej strony, są tu gdzieś poukrywane cztery lata mojego życia, wzloty i upadki, chwile dobre i te mniej... to sporo życia zawieszonego gdzieś tu, w miejscu o którym wie tylko garstka osób... Co ciekawe, ile razy wraca się do tych przeszłych momentów, kiedy się klika bezwiednie na miesiąc, czyta notkę z brzegu... następuje taki dziwny flashback wspomnień, niekiedy konsternacji - czy to aby ja pisałem...? Właśnie chyba te chwile powstrzymują mnie przed wyczyszczeniem tego skrawka i tak już zapchanego internetu...

Zaczynają się chyba święta. Na to by przynajmniej wyglądało. 3,5 h w autobusie dało o sobie znać.

Podczas takich podróży człowiek ma niezłą okazję do pomyślenia nad sobą, nad życiem, nad wszystkim. Nie chodzi nawet już o jakieś górnolotne megawnioski; zwyczajnie, żeby się zatrzymać w podróży i zebrać niedawną przeszłość do kupy.

Zabawne wtedy wydają się niektóre rzecz z przeszłości. Po pewnym czasie wyglądają zupełnie inaczej, niż kiedyś. Jak czytana po raz kolejny książka... Odnajduje się w niej zupełnie coś innego, niż uprzednio...

Kiedy się zajedzie już do domu po pewnym czasie, zaczyna się odczuwać jakieś częściowe wyalienowanie. Jakby to było TO miejsce, ale nie do końca, jakby się coś zmieniło, jeden szczegół spośród miliona, który daje to nieznośne uczucie, że 'coś jest nie tak'... Ale nachodzą też pewnego rodzaju wspomnienia, uczucia... takie jak picie herbaty w danym miejscu, z danego kubka... przypominają się niektóre rzeczy z przeszłości, smak wspomnień. 

Ale przypomina się też rzeczywistość, to co jest i co być może.  Przypominają się niektóre niedawne zdarzenia i ich konsekwencje. Bolesne niektórym osobom. I Nie-Chęć spotkania się z nimi. Przymus krzesania Nie-Będących uczuć. Rzecz poniekąd trudna. Choć może by tak świeczkę zapalić? Przyznam się - ostatnio wpadłem na genialny pomysł: można by było produkować znicze w różnych kolorach, otoczonych ogólnie metalem, czymś nie przepuszczającym światła, a w jego środku grawerować napisy w stylu 'przepraszam', 'dziękuję', 'pamiętam'... myślę, ze ładnie by wyglądało, prawda? I dochodowe...

Myśląc teraz o tym moim miasteczku, tak zwanym potocznie domu, przychodzi mi na myśl nic innego, jak swego rodzaju tygiel dzieciństwa, z którego trzeba wyrosnąć. Który stawia nam pewien próg, jakieś granice, które w dorosłym życiu musimy przeskoczyć, pokonać, żeby wyrwać się ponad to, co widzimy... Zbiór elementów, błędów do naprawienia, jeśli nie pośrednio innym, przez nie popełnianie ich w przyszłości, to sobie. Czy do zrobienia...? Raczej tak, w procesie długofalowym. Wniosek? Do wyciągnięcia.

Ostatnio dostałem bardzo dziwnego SMSa. Musiałem go przetrawić; nie treść. Znaczenie. Dla mnie. Dla innych. Zdystansować się.

Dostałem w środowy poranek zaproszenie. Od Moniki, na pogrzeb jej mamy. Jakiej Moniki? Bywalcy wiedzą, nowych zapraszam do wcześniejszych notek. 

Zaproszenie było wysłane raczej 'do wszystkich z książki telefonicznej'. Neutralne, informujące.

Podjąłem decyzję, żeby w równie neutralny i informujący sposób powiadomić ją, że na pogrzebie się nie znajdę; przy okazji złożyłem formalne, choć szczere i bezpłciowe kondolencje. Tyle potrafiłem jeszcze z siebie wykrzesać.

Ogólnie sytuacja mnie zaskoczyła. Ze swojej strony spodziewałbym się czegoś więcej. Choć z mojej strony było sporo rzeczy bardzo przesadzonych, które zresztą się na mnie potem jakoś odbiły. Nie mogę chyba więc od niej wymagać czegoś więcej, skoro to była tylko ukrywana gdzieś w zakamarkach znajomość, prawda?

Takie rzeczy jednak przychodzą nagle. Chodzi mi w ogóle o te związane z tragediami, ze śmiercią.

Uderzyło mnie to, że mogła to być mama. Twoja, jej, moja. Każda.

W takich momentach budzi się w człowieku zawłaszczanie; myśli, że to jednak dobrze, że to nie moja mama. Albo spoczywa na płytkim żalu, pustych łzach wylewanych na pokaz. Zastanawiam się jak wyglądała ceremonia.

Wypadałoby napisać coś mądrego... ok: 'Spieszcie się kochać ludzi... 

lynn | poamaryl | quazi | ozorowscy | click-me | Mailing